Powroty


Trudno jest wrócić z długiej i męczącej tułaczki w odmętach własnego umysłu. Uczę się na nowo swoich dawnych rytuałów. Oswajam lęki i powolutku wychodzę do ludzi. Szukam znów miłości i akceptacji siebie samej.

Cześć, Kochana! Trochę się pogubiłam i nie było mnie tutaj dość długi czas. W końcu zmotywowałam się do tego, by usiąść i zacząć pisać. Brakowało mi kontaktu z Tobą. Brakowało mi tworzenia na Mów mi dobrze. Blogowanie to przygoda, do której z chęcią wracam. Ciało podpowiada mi, że to odpowiedni moment na to, by obudzić klawiaturę i znów sunąć po niej palcami.

Możesz zapytać: „Gdzie byłaś tak długo? Co się z tobą działo?”. Ja mogłabym odpowiedzieć półsłówkami i nie wyznać całej prawdy. Ale to by było głupie i nieszczere wobec Ciebie. Dlatego odpowiem jednym słowem – depresja. Nowy, duży rozdział mojego życia, który walnął mnie z całej siły i powalił na deski. Nie było przyjemnie, bardzo bolało i często błądziłam po omacku, ale na mojej drodze stanęli ludzie, którzy pomogli mi się podnieść. Teraz już jest lepiej. Chociaż może łatwiej powiedzieć, że sinusoidalnie. Moje leki smakują jak miętówki i rozpuszczają się na języku. To dzięki nim łatwiej było mi się zebrać rano z łóżka i nawet umyć twarz wieczorem. Ustawiły mój organizm i nastrój do pionu. Wróciłam do świata żywych, zdałam sesję egzaminacyjną i na dokładkę obroniłam licencjat. Ale nadal muszę przepracować wiele rzeczy, które plączą się gdzieś z tyłu mojej głowy i budzą pełne lęku myśli.

Bywają takie dni, kiedy wstaję z łóżka pełna energii i ochoty do działania. Widzę swoją przyszłość w samych ciepłych barwach. Na śniadanie robię zielone smoothie i wskakuję na matę, by odbębnić ćwiczenia na kręgosłup zalecone mi przez rehabilitantkę. Chcę tworzyć, robić nowe sesje fotograficzne, poznawać ludzi i doświadczać życia całą sobą. Nosi mnie po mieszkaniu i najchętniej gdzieś bym wyszła. Sprzątam każde pomieszczenie, kładę się na łóżku i czytam książkę, mogłabym góry przenosić. To są te dobre dni.

Ale bywają też takie dni, gdy budzę się zmęczona nocnymi koszmarami. Umycie naczyń nagle staje się wielkim wyzwaniem. Jazda tramwajem i spotkanie z przyjaciółką budzi niepokój i przyspieszone bicie serca. Myślę, że jestem beznadziejna i że pewnie sobie wymyśliłam to całe chorowanie. Chcę zawinąć się w kołdrę i przespać popołudnie. Mało jem. Mało piję. Odpuszczam ćwiczenia i ukrywam się w sobie. To są te złe dni.


Całe szczęście dni dobrych jest już znacznie więcej niż tych złych. Wiem, że lepiej jest się mobilizować i zrobić jedną drobną rzecz nawet wtedy, gdy mam psychiczny zjazd. Wstaję z łóżka, ścielę je i o siebie dbam. To są takie drobiazgi, wiesz… Piję na czczo dwie szklanki wody i kubek czystka. Zjadam smoothie bowl na śniadanie. Oglądam odcinek Grace i Frankie. Ćwiczę chociaż pięć minut i zaraz po tym oczyszczam twarz i robię sobie maseczkę. Odganiam złe myśli, bo wiem, że tak naprawdę one nie są moje. Już nawet fizycznie mnie od nich odrzuca. Próbuję nie szukać usprawiedliwień. Z umartwiania się nad sobą nic dobrego nie wyniknie, a z działania – tak. Staram się bardzo mocno, by nie wrócić do tego emocjonalnego bagna.

Długo się zastanawiałam nad powrotem na Mów mi dobrze. Dałam sobie drugą szansę i przedłużyłam domenę. Ale potrzebowałam kilku kolejnych miesięcy, by poczuć siłę na powrót do  pisania. Nie wiedziałam tylko, o czym tu z Tobą rozmawiać. Temat samoakceptacji i miłości do siebie samej wydawał mi się być w tamtym momencie czymś bardzo dalekim i nie moim. Czułam się zerowym autorytetem w tej kwestii. Nie chciałam wciskać Ci tekstów o tym, jak to wspaniale jest być sobą, skoro sama czułam się jak tysiąc nieszczęść. Teraz ponownie wkraczam na ścieżkę body positive. Jest ona bardziej wyboista – moje mięśnie są jeszcze mocniej pospinane przez stres, trochę przytyłam, popsuła mi się cera i dieta nie była tak zdrowa, jak być powinna. Ale nie spieszę się. Powolutku stawiam małe kroki na drodze ku lepszej relacji z samą sobą.

Wychodzę do ludzi. W leczeniu depresji bardzo ważne jest to, by nie zamykać się w czterech ścianach. W ostatnich miesiącach udało mi się poznać kilka wspaniałych dziewczyn, które wprowadziły do mojego życia wiele inspiracji. Odnowiłam też dawną relację, co było jedną z moich najlepszych decyzji. Trzy dziewczyny wpuściłam głębiej do mojego świata i szalenie cieszy mnie, że zechciały w nim zostać (Patrycja, Elwina, Nina – to o Was mowa!). Mamy za sobą długie rozmowy w czasie krakowskich spacerów, poznawanie nowych smaków w małych knajpkach i dużo dziewczęcej energii, którą się dzieliłyśmy.

Wracam do swoich zainteresowań i mojej wielkiej pasji – fotografii. Te kilka miesięcy wyssało ze mnie energię i nie miałam siły ani ochoty na rozwój czy poszukiwanie informacji w dziedzinach, które mnie interesują. Ostatnio na nowo mam ochotę poznawać minimalizm i dokształcać się w temacie diety roślinnej. Odkryłam moc podcastów i słucham ich przy sprzątaniu czy myciu zębów. Zaprzyjaźniam się ze swoim czytnikiem i poznaję nowe literackie światy. Ruszam z Nie mrugaj! – czyli fotografią codzienności. Zanurzam się w fotografii portretowej i rodzinnej. Całym ciałem czuję, że znowu mam ochotę na to, by łapać codzienność w kadry. To tak przyjemne, że aż trudno to opisać.

Także jeszcze raz: Cześć! Wróciłam tutaj. Dobrze jest Cię widzieć. 

4 komentarze:

  1. Długo czekałam na ten moment, cieszę się, że jesteś. I jestem z Ciebie dumna, bo trzeba mieć jaja żeby się przyznać otwarcie do tego, że człowiek sobie nie radzi z problemami. Czekam na posty <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że wróciłaś ❤️ Pierwsze koty za płoty, następne wpisy przyjdą łatwiej. Niebawem będzie jeszcze więcej pozytywnych dni, ja Ci w tym pomogę!

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM FEED

@mowmi_dobrze