Różności października 2016

Mam hopla na punkcie inspiracji. Lubię ładne obrazki, zdjęcia, ale nie pogardzę też inspiracją kosmetyczną, jedzeniową, muzyczną… Dlatego zawsze chętnie śledzę na blogach i na Youtube wpisy oraz filmiki z serii „Ulubieńcy”. Postanowiłam, że i ja nie mogę być gorsza i że taka seria wymusi na mnie systematyczność. A może przy okazji to ja zainspiruję czymś właśnie Ciebie ;)

Bez zbędnego paplania zapraszam Cię więc na pierwszych ulubieńców Mów mi dobrze – różności października 2016.

Na skórze


Olejek z nasion malin, Ministerstwo Dobrego Mydła

Ministerstwa nie da się nie kochać. Pozytywna energia, która bije od jego założycielek na Facebooku po prostu powala na łopatki. Uwielbiam ich szczerość, emocje i wszystko to okraszone lekkością pióra. A same wyroby? Coś wspaniałego. Krakowski Kiermash to jedna z tych imprez, której nie mogę się doczekać, bo wiem, że dziewczyny tam będą. Rok temu skusiłam się na półkule do kąpieli oraz peeling śliwkowy (ten zapach, to działanie!). W tym roku pozwoliłam sobie na olejek malinowy i hydrolat rumiankowy (który od tego miesiąca wplatam w swoją pielęgnację).

Olejek działa bosko. Stosuję go rano i wieczorem zamiast kremu. U mnie wystarczy po jednej kropli na każdy policzek, jednej na czoło, na nos i na podbródek. Szybko się wchłania. Zapachu nie nazwałabym ładnym, ale na pewno jest ciekawy i znośny. Olejek uratował moją twarz, która zaczęła się buntować na sezon grzewczy i powakacyjny powrót do Krakowa. Przesusz zniknął w ciągu trzech dni. W tym tygodniu na pewno zastosuję go do olejowania włosów przed myciem oraz do maseczki algowej.

Jego wielki plus? Wydajność. Za 21 zł otrzymujemy 30 ml olejku. Stosuję go codziennie od momentu zakupu, czyli już ponad miesiąc, i zużycie jest praktycznie zerowe. Czyli na pewno zostanie ze mną na bardzo długo. Dodatkowa zaleta to design. Uwielbiam stylistykę MDM, z przyjemnością trzymam ich produkty na półce. Ciemne szkło, minimalistyczne etykiety. I pipetka, która ułatwia dozowanie olejku. Cudo.

Cynamonowe masło do ciała, Skinactiv

Ze Skinactiv zapoznałam się na tegorocznym Kiermashu. Dzięki temu dowiedziałam się, że jest to marka powstała w moim rodzinnym mieście. Najciemniej pod latarnią :) W okresie jesienno-zimowym moja skóra szybko się odwadnia. Co roku męczę się ze świądem, przesuszonymi miejscami, czasem z wysypką. Ale coś mi mówi, że w tym sezonie będzie lepiej. Póki co, masło ze Skinactiv sprawdza się perfekcyjnie. Świetny, naturalny skład. Duża zawartość masła shea, Ecocert. Czego chcieć więcej?

Jedyne, co może zrażać, to dosyć zbita konsystencja – takie uroki masła shea. Ja po prostu roztapiam kosmetyk w dłoniach i nakładam go na ciało. Uwielbiam ten mały wieczorny rytuał, jest naprawdę relaksujący. I zapach cynamonu, coś pięknego! Pachnę nim ja, moja piżama i pościel. Co najlepsze, zapach utrzymuje się na skórze nawet po przespanej nocy.

Masło pozostawia na skórze lekko tłustą powłokę, ale mi to akurat nie przeszkadza. Bardzo lubię to uczucie aksamitnej skóry, gdy kosmetyk się wchłonie po całej nocy.


W szafie


T-shirt, The Odder Side

Na The Odder Side choruję już od dawna. Każdy konkurs na Instagramie wywoływał we mnie dreszcz emocji i cichą nadzieję na to, że może w końcu uda się zdobyć bon na zakupy i zaopatrzyć w ten cudowny t-shirt. Albo dwa. Ale dzień wygranej nie nadszedł nigdy. Za to nadszedł dzień urodzin. I tak oto Mężczyzna mój spełnił marzenie swej Kobiety i sprezentował jej to cudo w kolorze niebieskim. Paczka przyszła, Kobieta ją otworzyła i stało się – miłość od pierwszego wejrzenia.

Mam w szafie takie elementy, które mogłabym nosić praktycznie codziennie i ten t-shirt do tej małej listy należy. Jest mięciutki, mięsisty i bardzo dobrze układa się na ciele. Najbardziej lubię go nosić wycięciem na plecach. Kiedy zakładam go pod rozpinany sweter, decyduję się na wycięcie z przodu, żeby dodać stylizacji trochę charakteru. Wygląda świetnie ze zwykłymi czarnymi rurkami i z wzorzystymi spodniami po domu. Mogłabym go nie zdejmować. Na pewno się skuszę na jeszcze jeden, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja.


W sieci


Po pierwsze – piękne zdjęcia wspaniałych wnętrz. Po drugie – dobra energia bijąca od autorek. Po trzecie – dużo Krakowa. Hygge poznałam przypadkiem na Instagramie. Zachwyciły mnie zdjęcia wnętrz, więc szybko kliknęłam w link do strony. I przepadłam. Styl skandynawski przemawia do mnie od dawna. Na dodatek lubię podglądać, jak mieszkają inni. Hygge jest idealnym źródłem inspiracji. Wpisy nie składają się tylko ze zdjęć. Te małe wyrywki cudzej rzeczywistości przeplatane są wywiadami przeprowadzanymi z właścicielami prezentowanych wnętrz. To sprawia, że każde z nich staje się jeszcze bardziej spersonalizowane. Poznajemy historię nie tylko domu, ale i ludzi w nim mieszkających. To przemawia do człowieka bardziej niż „suche” wnętrza zaprezentowane bez żadnego komentarza.

Grupa Slow Life &Slow Fashion na Facebooku

Bloga Kameralna prowadzonego przez Dorotę Zalepę czytam od dawna. Bardzo mnie ucieszyło, kiedy autorka zdecydowała się na założenie grupy na Facebooku zrzeszającej osoby, które żyją w rytmie slow (lub dopiero zaczynają). Taka grupa tematyczna to dobre miejsce, by poznać ludzi myślących podobnie do nas. Można dowiedzieć się czegoś nowego, wymienić opiniami. Mam nadzieję, że grupa będzie się rozrastać i że zacznie się udzielać więcej osób. Atmosfera jest bardzo przyjazna i ludzie inspirujący. Jeśli tak jak ja lubisz życie w wolnym tempie i chciałabyś się powymieniać swoimi doświadczeniami, śmiało dołącz!

W mieszkaniu


Moodboard

Kiedy byłam młodsza, wycinałam z gazet to, co mi się podobało i wklejałam do specjalnego zeszytu. Później przeniosłam się do Internetu. Poznałam WeHeartIt i Tumblera. Później pojawił się Pinterest. Ale to, co zrobione własnoręcznie, jednak najbardziej cieszy oko. Na tegoroczny Dzień Kobiet dostałam tablicę korkową i się zaczęło. Pierwsza wersja miała tło w flamingi, girlandę z kaktusów i zapełniona była wydrukowanymi zdjęciami z Pinteresta. W październiku zdecydowałam się na odświeżenie tablicy. Ze starej wersji pozostała tylko moja ulubiona mantra (ale tym razem wydrukowana, a nie zapisana ręcznie) oraz zdjęcie ślubne moich dziadków i zdjęcie babci z młodości. Postawiłam na motyw botaniczny – zieleń bardzo mnie uspokaja. Poza tym, liście są super. Całość uzupełniłam czarno-białymi ilustracjami (np. pracami cudownej Frances Cannon). Coś czuję, że tablica no. 2 zostanie ze mną na długo :)




A czy Ty odkryłaś coś ciekawego w październiku? A może któraś z moich różności wpadła Ci w oko? Daj znać w komentarzu. Inspirujmy się wzajemnie :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM FEED

@mowmi_dobrze