Luksus dnia codziennego


Kiedy byłam nastolatką, znalazłam w odmętach Internetu bloga zwanego Mad Tea Party. Zaczęłam czytać jeden post za drugim i przepadłam. Tak poznałam twórczość Justyny Kokoszenko, czyli Blimsien. Jednym z moich ulubionych wpisów był ten o tym, że luksus nie musi mieć nic wspólnego z pieniędzmi. Miałam go nawet zapisanego w zakładkach z ulubionymi internetowymi znaleziskami. Wracałam do niego dosyć często i mogę śmiało stwierdzić, że był on jednym z pierwszych impulsów do zmiany w moim życiu. Później Blum przeniosła się na inną platformę, MTP zniknęło, a wraz z nim ten wpis. Bardzo się ucieszyłam, kiedy całkiem niedawno ten tekst trafił na nowego bloga Blimsien. I wspomnienia wróciły.

Dlaczego tak bardzo polubiłam ten wpis? Bo wiesz, ja też chciałam tak upraszczać. Mieć mniej, ale lepszej jakości. Spędzać fajnie wolny czas (okej, każdy lubi pooglądać śmieszne kotki na Youtube, ale nie można robić tego codziennie). Kupować kosmetyki o dobrych składach i w ładnych opakowaniach. I chciałam, żeby to wszystko stało się już, natychmiast, bo będzie za późno! Ale jak to w życiu bywa, zmiany nie przyszły od razu. Potrzebowałam trochę czasu na to, by w końcu nauczyć się, jak zaznawać luksusu dnia codziennego. I to fakt, że luksusu nie doświadczają tylko ci, którzy mają miliony monet na koncie. Luksus to stan umysłu :)

Zaczęło się od kuchni. Pamiętam pierwsze półtora roku studiów w Krakowie. Na porządku dziennym były parówki, makaron z Lubelli z sosem w proszku, gotowe sosy w słoikach, zapas kotletów od mamy, smakowy jogurt na każdy dzień tygodnia. Muszę przyznać, że mój organizm nie działał wtedy zbyt dobrze. Całe szczęście coś przeskoczyło w mojej głowie i zaczęłam dbać o swoje ciało z miłością. Zainteresowałam się dietą roślinną (trochę dlatego, bo nie chciało nam się męczyć z mięsem, a trochę dlatego, bo mój chłopak był w dzieciństwie wegetarianinem). Powolutku zmienialiśmy swoje nawyki żywieniowe. Ja zaczęłam wyczuwać, które pokarmy mi szkodzą i wykluczyłam je z diety. W marcu tego roku przeszliśmy oboje na stuprocentowy wegetarianizm. W kuchni luksusem dnia codziennego jest dla mnie ciepły, naładowany zdrowiem obiad. Przygotowany ze świeżych, kupionych na pobliskim targu warzyw, przyniesionych do domu w ładnej, bawełnianej torbie. Mocno przyprawiony. Luksusem są dla mnie świeże zioła w doniczkach na parapecie. Jedzenie powoli, nie w pośpiechu i niewielkimi kęsami. Ładna (i niedroga, Ikea rządzi!) zastawa, na której serwujemy sobie posiłki. Aromatyczna kawa z kawiarki pita późnym popołudniem. Mąki, strączki, makarony przesypane do ładnych słoików. Najpyszniejsza na świecie herbata kupiona w mojej ulubionej herbaciarni.

Później przyszedł czas na szafę. Zafascynowała mnie idea minimalizmu i capsule wardrobe. Namiętnie zaczytywałam się we wpisach Style Digger, Ubieraj się klasycznie czy Simplicite. Wynajdywałam zagraniczne, minimalistyczne blogi. Oglądałam filmiki na Youtube. Kupiłam „Slow Fashion” Asi Glogazy. W szafie szybko zrobiłam czystki. Było to dokładnie rok temu. Od tamtego czasu takie wielkie porządki zrobiłam jeszcze dwa razy. Zaczęłam intensywne poszukiwania swojego stylu. Zapełniałam tablicę na Pintereście. Wypisywałam na kartce, co jest dla mnie atrakcyjne, a co nie. I myślałam, że w końcu znalazłam – kręci mnie styl gamine i paryski szyk. Teraz, rok później, okazuje się, że wcale nie czuję się tak dobrze w koszulach. Że podobają mi się buty w męskim stylu, ale tylko na kimś. Że gamine to niekoniecznie moja bajka. I w rozpaczy zaczęłam szukać na nowo. Olśnienie przyszło całkiem niedawno – lubię kiedy jest miękko, ciepło, otulająco. I tego chcę się trzymać :) Więc czym jest dla mnie luksus dnia codziennego w szafie? Jest około czterdziestoma elementami na cały rok, które uwielbiam nosić. Jest dobrą jakością. Jest inwestycją w niszowe polskie marki. Jest przyjemnością noszenia bawełnianego t-shirta z The Odder Side i otulania się przepastnym ciepłym swetrem. Jest porządnymi butami, które przetrwają więcej niż jeden sezon. Jest dobrze dobraną, wygodną i ładną bielizną. Jest wełnianym swetrem dorwanym na dziale męskim w TK Maxxie za niewielkie pieniądze. Jest brakiem „nie mam co na siebie włożyć!”.


Luksus kosmetyczny. Najbardziej służy mi prosta, złożona z niewielu etapów pielęgnacja. Codzienne oczyszczanie i nawilżanie twarzy (w niedzielę robię sobie odpoczynek), peeling raz na dwa tygodnie, maseczka oczyszczająca, maseczka nawilżająca. Kiedyś miałam po prostu pierdyliard kosmetyków, które niekoniecznie mi służyły. Potem przyszło włosomaniactwo, które wiele mi dało. Zaczęłam zwracać uwagę na składy, określiłam potrzeby swojej cery, włosów, ciała. Teraz rządzi u mnie prostota. Nie magazynuję kosmetyków. Wspominałam na Facebooku, że raz na pół roku przychodzi dzień, w którym wszystkie się kończą i muszę kupić nowe ;) Luksus kosmetyczny do naturalne mazidła o prostych składach, najlepiej wege i polskie. To minimalistyczny design, ładne buteleczki. To olejek malinowy i hydrolat  z Ministerstwa Dobrego Mydła. To możliwość nasmarowania się pięknie pachnącym masłem do ciała ze Skinactiv po ciepłym, wieczornym prysznicu. To płyn micelarny Vianek i olejek do demakijażu GoCranberry. To małe SPA-piątki, które funduję sobie w domowym zaciszu.

Czym jeszcze jest dla mnie luksus dnia codziennego?

Spokojnie przespaną nocą w pościeli w liście wyszperanej w Pepco (!) za 40 zł. Zdrowymi relacjami z ludźmi. Odcięciem się od tych toksycznych. Plotkami w klimatycznej krakowskiej knajpce. Czasem spędzonym z najbliższymi. Czytaniem wartościowych treści w Internecie. Świeżymi włosami, zadbaną cerą, wypielęgnowanym ciałem. Codziennym ruchem, rozciągniętymi, silnymi mięśniami. Samorozwojem. Poznawaniem nowych, inspirujących osób. Noszeniem tego, co wygodne i w pełni moje. Prostotą, minimalizmem w moim wydaniu. Mieszkaniem, które w końcu staje się spersonalizowane. Wakacjami w Bieszczadach. Wypadem do Gdyni, spędzonym u moich ulubionych ludzi. Akceptacją samej siebie. Spokojem umysłu. Samotnym wyjściem na Kiermash.

Wiesz, nie mam wielkich pieniędzy. I kiedyś bardzo marzyłam o tym, by zostać kimś sławnym, bogatym, podziwianym przez miliony. Moje priorytety zmieniły się o 180 stopni. Bardzo lubię to proste życie i zwykłe przyjemności. To, że nie dostaję wszystkiego od razu, tylko czasem muszę na to poczekać, trochę odłożyć – wtedy bardziej się tym zachwycam, gdy już do mnie trafi. To, że codziennie potrafię znaleźć coś, co sprawia mi przyjemność.

Nad czym chciałabym popracować? Na pewno nad spędzaniem wolnego czasu. Nadal mam tendencję do spędzania wolnego dnia w domu przy komputerze, najlepiej zatopiona pod ciepłą kołdrą. Chcę się stać bardziej kreatywna, aktywna. Pójść kiedyś na samotny seans do kina, powtórzyć samotny obiad w jakiejś dobrej knajpce – po prostu zabrać samą siebie na randkę. Ale nie powiem, jestem z siebie dumna, bo w ten weekend się przełamałam i poszłam sama na Kiermash! To jest mój mały sukces i mam nadzieję, że już niedługo będę mogła Ci się pochwalić innymi osiągnięciami na tym polu. Także trzymaj za mnie kciuki, proszę.

A co jest dla Ciebie takim codziennym luksusem? Nie daj się prosić, podziel się ze mną swoimi myślami :)

13 komentarzy:

  1. Luksus dnia codziennego? Hmm... oczywiście, możliwość spędzenia czasu z kochaną starszą siostrą! ^^ Masz rację co do minimalizmu w szafie. Ty mnie do tego natchnęłaś i dzięki temu rano nie mam problemu z doborem ubrań. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi miło :D Bardzo mnie to cieszy. To świetne uczucie wiedzieć, że jest się inspiracją dla innych osób :)

      Usuń
  2. Wspaniały tekst, szczerze mówiąc brak mi słów, żeby go skomentować. Twoje słowa mocno mnie "uderzyły" - ostatnio nie doceniam codzienności, nie traktuję wieczornej pielęgnacji twarzy jak luksus i nie doceniam tego, co przynosi mi dzień. Po tym wpisie wiem, że to błąd, bo to, jak wszystko opisałaś napełniło mnie spokojem i wdzięcznością do świata. Będę wracała do tego tekstu z pewnością!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panika, nawet nie wiesz, jak Twój komentarz mnie ucieszył! Cieszę się, że ten wpis wniósł coś do Twojego życia. Dziękuję, że dałaś o tym znać :)

      Usuń
  3. Jako luksus codzienny traktuje dni kiedy mam wolne i mogę spokojnie zagłębić się w ciekawej lekturze, pod kocykiem z kubkiem zielonej herbaty z mandarynką Liptona (ostatnio moja ulubiona). Na twarzy zwykle z jakąś nawilżającą maseczką o przyjemnym zapachu. Tak wyglądają moje małe chwile luksusu w jesienne wieczory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielona herbata + maseczka + koc + książka = połączenie idealne. Uwielbiam! Też miałam okazję skosztować tej wersji Liptona i muszę przyznać, że była bardzo smaczna. A ten zapach... :3

      Usuń
  4. Bardzo ciekawe podejście, podoba mi się myślenie, że luksus to niekoniecznie pieniądze, tylko to, co sprawia prawdziwą przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szalenie mi miło :) Czasem po prostu wystarczy trochę zmienić myślenie, by życie było przyjemniejsze.

      Usuń
  5. dla mnie luksus to chwile na spacerze z psem "na końcu świata" to chwila na oddanie się swojej pasji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie znalazłam swojej życiowej pasji, ale cieszę się, że Ty ją masz i możesz się jej oddawać :)

      Usuń
  6. Jeśli luksusem są dla Ciebie rzeczy firmy THE ODDER SIDE to może sprawdź sklep https://www.showroom.pl/marki/311,the-odder-side mają bardzo duży wybór i przystępne ceny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale się cieszę, że ten tekst miał na Ciebie taki wpływ! Bardzo fajnie to opisałaś i te zmiany są mi bliskie. Dobrze mieć świadomość, że luksus nie jest blichtrem :)
    Dla mnie teraz luksus to właśnie moja ścieżka serca. Jeszcze nie wiem czy mnie na niego stać, ale próbuję!

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM FEED

@mowmi_dobrze