Jak pokonać negatywne myśli?


Jestem brzydka. Nienawidzę swojego brzucha i tego, że nadmierne kilogramy idą mi w uda. Czasem mam wrażenie, że wyglądam jak szafa trzydrzwiowa. Mam wielki nos, na starość będę wyglądać jak wiedźma. W życiu pewnie niczego nie osiągnę, a studia to ucieczka przed dorosłością. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podglądać życie wspaniałych dziewczyn z Instagrama. I zajadać stres masłem orzechowym. Nigdy nie zostanę śliczną i gibką joginką. Nikt nie będzie czytał mojego bloga, więc po co się w ogóle męczyć. O, wybacz, nie zauważyłam, że tu jesteś. Słyszałaś wszystko? Może zaczniemy się użalać nad sobą wspólnie? W kupie raźniej.

Przyznaj szczerze, ile razy miałaś myśli podobne do moich? Jak się czułaś, kiedy pojawiały się w Twojej głowie? Założę się, że te emocje to na pewno nie miłość do samej siebie, błogość, akceptacja lub radość.

Nawet nie wiem, kiedy mój umysł spłatał mi figla i zaczął mnie karmić taką negatywną i momentami agresywną papką. Mam wrażenie, że te myśli są ze mną od zawsze. Okej, może od gimnazjum, bo to właśnie wtedy poznałam, co to znaczy mieć kompleksy. Zaczęło się od myśli dotyczących mojego ciała. Później skoczyłam poziom wyżej i wzięłam się za umiejętności (a raczej ich brak, toż to wiadome) i zainteresowania (których nie mam wcale, więc jestem zerem, a nawet jeśli mam, to są głupie). Ale nie poprzestałam na tym, o nie. W końcu stałam się specem od hejtowania samej siebie za całokształt życia. Mistrzyni autodissu, która potrafi doprowadzić siebie do płaczu – oto ja.

Powiem prosto – nie byłam osobą, która mówi z uśmiechem „kocham cię” do odbicia w lustrze. Takie ciągłe wrzucanie sobie nie może się skończyć dobrze. I tak też było w moim przypadku. Niska samoocena, brak wiary w swoje siły i możliwości, a w konsekwencji napady lękowe i koniec końców depresja.

Karma w postaci takich myśli odbiła się negatywnie nie tylko na mojej psychice, ale i na ciele. Każdą emocję odczuwam całą sobą. Stres, niepewność, nienawiść do samej siebie zakorzeniły się głęboko w moich mięśniach i zamieniły je w trudne do rozbicia skały. Ciągły ból tylko pogłębił niechęć do mnie samej. Szczęśliwie, w moim życiu znajdują się osoby, które okazały mi wsparcie i pomogły podnieść się z upadku. Zaczęłam czytać książki mądrych ludzi. Chciałam znaleźć sposób na walkę z tymi złymi myślami.


Wiesz, nie będę ściemniać, że teraz jestem królową optymistycznego myślenia. Nie budzę się co rano z uśmiechem na ustach, czasem czuję się jak największy śmieć na świecie. Ale w końcu wiem, jak z tym walczyć. Praca nad samą sobą to proces, który może trwać wiele lat. Ale uwierz mi, warto się wysilić. Cieszy mnie każdy, nawet najmniejszy sukces.

A teraz pozwól, że opowiem Ci, jak rozprawiam się z tymi negatywnymi dziadami. Rozwiązanie jest bardzo proste: rozwalam je na małe kawałeczki.

Posłużę się przykładem. Nachodzi mnie taka myśl: „Prowadzę bloga od maja, a tak mało osób mnie czyta. Mam mało polubień na Facebooku. To wszystko jest bez sensu. Jestem beznadziejna.”

Do niedawna dałabym się wciągnąć w spiralę rozpaczy i wrzucałabym sobie coraz bardziej. Co robię dzisiaj? Zadaję sobie pytania i skrupulatnie na nie odpowiadam.

Pytanie nr 1: Dlaczego czyta mnie mało osób?
Odpowiedź: Nie przykładam się do promowania bloga w sieci. Nie udzielam się za bardzo u innych. Mam zrywy co jakiś czas, nie jestem konsekwentna i systematyczna w działaniach. Największym błędem jest to, że nie robię regularnych wpisów na stronie.

Pytanie nr 2: Czy mam na to wpływ?
Odpowiedź: Oczywiście. Wystarczy, że w końcu zacznę regularnie komentować u innych i będę się udzielać w social mediach. Muszę też zacząć częściej pisać, najlepiej dwa-trzy razy w tygodniu.

Pytanie numer 3: Czy w takim razie mogę o sobie powiedzieć, że jestem beznadziejna?
Odpowiedź: Nie, nie jestem. To tylko negatywna myśl, którą podsuwa mi mój umysł. Wystarczy, że wezmę się za siebie. Przecież jak już działam, to idzie mi to całkiem dobrze.

I tak oto uzmysłowiłam sobie, że wcale nie jestem beznadziejna, że moje życie nie jest bez sensu i jak tylko się ogarnę, to może nawet coś osiągnę. Po prostu czasem jestem leniem lub za szybko się zrażam.

Przykładowa myśl nr 2: O słodki Jeżu, dlaczego ja nie jestem taką gibką joginką? Toć interesuję się tym już od ponad dwóch lat, a moje mięśnie dalej nie chcą być tak cudownie elastyczne jak w liceum. Dalsza praktyka nie ma sensu.

Pytanie nr 1: Dlaczego moje mięśnie nie są elastyczne?
Odpowiedź: Ponieważ jestem „niedzielną joginką”. Praktykuję z doskoku. Zapalam się do tego, ćwiczę regularnie przez np. miesiąc. Zaczynam widzieć wyniki i odpuszczam z lenistwa.

Pytanie nr 2: Czy faktycznie zależy mi na tym, by być gibką joginką?
Odpowiedź: Tak. Joga sprawia mi frajdę i daje ulgę kręgosłupowi. Najlepszy moment w moim życiu to czasy szkolne, gdy byłam porządnie rozciągnięta. Wtedy nic mnie nie bolało i czułam się świetnie.

Pytanie nr 3: Co z tym fantem zrobić?
Odpowiedź: Nie narzucać sobie zbyt intensywnego planu treningowego, ponieważ szybko się zrażę i znowu przestanę ćwiczyć. Mierz siły na zamiary, Ewka. Wsłuchaj się w swoje ciało. A po powrocie na studia zapisz się do szkoły jogi.



Kiedy znowu najdzie Cię jakaś negatywna myśl, spróbuj zadziałać tak, jak ja. Początkowo może być trudno, ale im częściej będziesz to robić, tym łatwiej będzie Ci to szło. W końcu dojdziesz do takiego momentu, w którym będziesz to robić automatycznie. Takie zadawanie pytań pozwala się zdystansować, oddzielić od myśli i popatrzeć na nią z innej perspektywy. I nagle się okaże, że Twoje życie wcale nie jest takie złe. I że masz w sobie siłę, by wprowadzić w nie zmiany, uwierz mi. Kto da radę, jeśli nie Ty :)

Jeśli znasz jakieś inne sposoby na radzenie sobie ze złymi myślami, daj znać w komentarzu. Pomagajmy sobie nawzajem :)



PS: Te magiczne książki, których lektura mi pomogła, to:
  •          „10 prostych sposobów na panikę” Martin M. Antony, Randi E. McCabe
  •          „Życie, piękna katastrofa” Jon Kabat-Zinn
  •      „Pokochaj swoje ciało. Egoizm to nie grzech” Dagmara Skalska

14 komentarzy:

  1. Ja prowadzę bloga 1,5 roku i szału nie ma;) Dopiero ostatnio mocno ruszyło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobrze, że się nie zniechęciłaś i w końcu dostrzegasz efekty. Gratulacje :)

      Usuń
  2. Fajna jest też książka "Potęga podświadomości" - pomaga zmienić myślenie i pracować nad sobą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już kilkakrotnie natknęłam się na tę książkę w sieci, ale jeszcze nigdy nie miałam jej w dłoniach. Przy najbliższej wizycie w księgarni się jej przyjrzę :)

      Usuń
  3. Co do punktu nr.1...ostatnio i mnie ta myśl prześladuje. Ale co to za podsumowanie, skoro blog istnieje miesiąc. dam sobie więcej czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie! U mnie pierwszy miesiąc był najtrudniejszy, bo nadal byłam niepewna tego, co robię. Jak już się wkręcisz w pisanie, będzie lepiej :)

      Usuń
  4. Skomentowałam na fb. A tu proszę ... :) Dobry tekst. Dziękuję. Myślę, że wiele z nas boryka się podobnymi sytuacjami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuj, nie ma za co. Jestem zdania, że trzeba się dzielić dobrymi rozwiązaniami, które mają szansę zadziałać u innych. To ja dziękuję, że wstąpiłaś tutaj i zostawiłaś po sobie ślad :)

      Usuń
  5. Bardzo pouczający wpis :) Rzadko mnie nachodzą takie myśli, jednak czasem się zdarzają wtedy z chęcią wrócę do Twojego posta. Więc zapisuję sobie go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, jest mi bardzo miło :) Mam szczerą nadzieję, że mój sposób sprawdzi się także u Ciebie.

      Usuń
  6. Podoba mi się Twój sposób na te złe myśli, bo przekładasz je na konkretne działania i wiesz co jest źródłem niepowodzeń, a to już połowa sukcesu!

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny wpis :) pierwsze zdjęcie kozak! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Chętnie bedę wracać do tego wpisu. Muszę się nauczyć przestać przejmować rzeczami, na które nie mam wpływu.

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM FEED

@mowmi_dobrze