Co dało mi włosomaniactwo?



Cześć, mam na imię Ewka. To zaczęło się prawie trzy lata temu. Nie wiedziałam, że wejście na parę blogów o tej tematyce tak mocno wpłynie na moje życie. Najpierw tylko czytałam wpisy innych dziewczyn i zachwycałam się tym, co zdołały osiągnąć dzięki regularnej, nieustannej pracy. Lektura szybko przestała mi wystarczać. Musiałam spróbować tego sama. To było silniejsze ode mnie…

Tak, byłam włosomaniaczką.

Jedną z tych dziewczyn, które śpią z włosami pokrytymi olejem. Które mają na półce w łazience maski i odżywki na każdą okazję. Które wiedzą, co to porowatość włosa, a „humektant” to dla nich proste do wyjaśnienia słowo.

Wiesz, włosy pierwszy raz zafarbowałam w podstawówce. Z typowej polskiej myszy stałam się rudzielcem. I tak aż do pierwszego roku studiów raz byłam ruda, raz czerwonowłosa, czasem skusiłam się na brąz. Moje włosy były przesuszone i nie chciały się układać. Blogi włosomaniaczek spadły mi z nieba i zrewolucjonizowały moją pielęgnację. I  w pewnym sensie życie. Co dało mi włosomaniactwo?

Świadomą pielęgnację. Zaczynałam od kosmetyków drogeryjnych, a teraz powoli stawiam na polskie, ekologiczne marki. Zaczynałam od włosów, skończyłam na całym ciele. Zwalczyłam problemy związane z atopowym zapaleniem skóry (już od dawna nie miałam ataku!). Kupuję kosmetyki, które nie są testowane na zwierzętach. Już wiem, co mi służy, a co nie – olejowanie co drugie mycie (inaczej włosy są obciążone), maska na nie dłużej niż 20 minut. Pielęgnacja minimalistyczna – jeden szampon, jedna odżywka, jedna maska. Zarówno moje włosy, jak i ciało nie lubią nadmiaru kosmetyków. Przez pewien czas byłam zafascynowana koreańską, wieloetapową pielęgnacją twarzy, ale spróbowałam i już wiem, że to nie jest dla mnie. Im mniej, tym lepiej. Ma to dodatkowy plus: dzięki temu, że kupuję mniej, czasem pozwalam sobie na jakieś droższe mazidło.

Za świadomą pielęgnacją przyszło świadome odżywianie. Bo przecież co mi da smarowanie się naturalnymi specyfikami, skoro swój organizm karmię słodyczami, toną makaronu i parówkami? To nie był skok na głęboką wodę, zmiany wprowadzałam powoli i stopniowo. Zadbałam o nawodnienie, dzień do dziś zaczynam od szklanki ciepłej wody z cytryną. Zrezygnowałam z kupnych sosów i okazało się, że wcale nie tak trudno zrobić własny w domowym zaciszu. Dowiedziałam się, że siemię lniane i ziółka potrafią zdziałać cuda. Oswoiłam warzywa. W marcu tego roku przeszłam na wegetarianizm. Gdyby cztery lata temu ktoś mi powiedział, że będę sama robić burgery z brokułów, wybuchłabym śmiechem.

Poznałam ekologiczne marki. Aktualnie stawiam na polskich producentów, ale swoją przygodę zaczynałam od wielkich butli z szamponem od Babuszki Agafii i produktami Alterry. Jeśli chodzi o olejowanie włosów (i ciała), moim ulubieńcem do dziś pozostaje oliwka dla dzieci Babydream. Teraz na mojej półce znajdziecie kosmetyki Sylveco, Organique, GoCranberry lub Ministerstwa Dobrego Mydła. Mają świetne składy i wspaniale działają na moje ciało. Co więcej, dzięki zainteresowaniu naturalną pielęgnacją, swego czasu mogłam pracować w sklepie z eko-kosmetykami. Ta przygoda nie trwała długo, ale pozwoliła mi pogłębić moją wiedzę.



Nauczyłam się czytać składy. Nie mogę powiedzieć, że jestem ekspertem, ale podstawy znam. Drogą prób i błędów dowiedziałam się, które składniki działają na mnie lepiej, a które gorzej. Wiem, że muszę unikać SLSów, ponieważ wysuszają moją skórę głowy. Ale szampon nie może też być za delikatny. Z polskich marek jeszcze nie udało mi się znaleźć nic dla siebie. Póki co moim ulubieńcem pozostaje szampon Petal Fresh. W kosmetykach unikam także parabenów i wysuszających alkoholi.

Przestałam farbować włosy. Podchodziłam do tego dwukrotnie. Pierwszy raz we wrześniu 2014 roku – zafarbowałam włosy ostatni raz, chyba na rudo. I kiedy tylko głowa zaczęła mnie swędzieć, doszłam do wniosku, że koniec z tym. Spodziewałam się, że gdy tylko odrost będzie większy, zacznę chodzić po ścianach. Że to będzie dramat. Przecież farbowałam włosy od tylu lat! I wiesz co? Nawet nie zauważyłam, kiedy minęło pół roku bez farby na głowie. Skończyła się letnia sesja egzaminacyjna, wróciłam do domu rodzinnego i postanowiłam, że zaszaleję. I na powrót stałam się ruda. Ale już się sobie w tej rudości nie podobałam tak, jak kiedyś. We wrześniu 2015 roku zafarbowałam włosy na brązowo i dałam swojej głowie święty spokój. Mamy już sierpień i nadal nie tknęłam czupryny farbą, to dobry znak! :)


Kto by pomyślał, że pozornie błahe mazianie włosów olejem może wprowadzić tyle zmian w czyjeś życie. Wniosek? Małe elementy składają się na wielkie zmiany :)

16 komentarzy:

  1. dobrze, że oprócz zmiany doboru kosmetyków zadbałaś też o dietę, o której wiele osób zapomina. Tak trzymać! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na nic nam smarowanie się nawet najdroższymi specyfikami, jeśli nie zadbamy o siebie od środka. Dziękuję :)

      Usuń
  2. To podobnie jak ja, tez zaczęłam czytać składy produktów, które stosuję, zmieniłam nie tylko swoje, a także męża kosmetyki :) o dziecku nie wspomnę, bo to logiczne, że chcę dla syna jak najlepiej. U mnie świetnie sprawują się kosmetyki od babuszki, ale także te z Orientany. Posiadam nawet pastę do zębów Agafji ;) Jednak z włosami nie umiem sobie poradzić, gdy widzę mocny odrost, załamuję się i biegnę do fryzjera ... może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, że ta zmiana obejmuje wszystkich członków rodziny - wtedy na pewno jest łatwiej :) Z Orientaną nie miałam jeszcze do czynienia, ale często zerkałam na tę markę przy okazji wizyt w Hebe. Może się kiedyś w końcu skuszę :)

      Usuń
  3. Ja dopiero zaczynam moje włosomaniactwo- dosłownie kilka ostatnich miesięcy zaczęłam bardzo dbać o moje włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę powodzenia w nowej pielęgnacji i wspaniałych efektów! :)

      Usuń
  4. Jestem na początku tej drogi :) może nie tyle chodzi o włosy, co właśnie o dietę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! Świetnie, że zaczynasz swoją zmianę od środka. Bardzo dobre podejście.

      Usuń
  5. Podoba mi się to zdjęcie! :D Ja też chyba jestem włosomaniaczką... Kocham o nie dbać, ale też robię to świadomie :) W sumie kupnych masek ani olejów nie używam, raczej tworzę wszystko sama. I dieta przede wszystkim ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ciekawe tak tworzyć własne kosmetyki! Ja kiedyś myślałam nad dodawaniem różnych półproduktów do gotowych masek, ale skończyło się tylko na chceniu. Chyba jestem zbyt leniwa na takie zabawy :)

      Usuń
  6. Moja pielęgnacja włosów jest napewno szczotka TT najlepsza do moich długich kudłów hehe , a tak za duzo nie robię bo uważam im więcej na włosach tym bardziej szkodzę im i są tluste , obciążone ... Co do farbowania nigdy tego nie robiłam i pewnie dopóki nie będę miec siwych włosów tego nie zrobię . Pozdrawiam kochana , świetny post
    Mój Blog Zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TT wygrywa wszystko! Najlepsza szczotka w moim życiu, ta jest ze mną grubo ponad cztery lata. Nie farbuj, nie farbuj. Naturalny kolor jest najlepszy. Już się nie mogę doczekać, aż będę mieć w całości swój własny kolor :)

      Usuń
  7. A powiedz mi gdzie można kupić ten szampon o którym piszesz? Ja też pierwszy raz włosy zafarbowałam w podstawówce, ale były czerwone, potem granatowe, czarne, a teraz farbuje je na naturalny brąz, jaśniejszy od mojego koloru włowów. Nie mogę jednak zrezygnować z farbowania, bo po siwych włosów mam aż za dość i jeszcze trochę. Kupiłam ostatnio rosyjskie szampon i balsam na cedrowym propolisie i wydają się w miarę ok. Mnie niestety naturalna pielęgnacja nie służy, mam wrażenie, że nic nie robi dla moich włosów. Plączą się okrutnie i mam wrażenie, że są niedomyte. Jeśli chodzi o olejowanie to mnie służyło najbardziej to w formie serum olejowego. Natomiast nie potrafię znaleźć sobie dobrego szamponu, praktycznie po każdym swędzi mnie skóra głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szampony z Alterry to marka własna Rossmanna. Opłaca się czekać na promocję, bo wtedy kosztują 5-6 zł. Ja najbardziej lubię wersję do wrażliwej skóry głowy. Bardzo lubię też szampony z Petal Fresh - do zdobycia w Rossmannie i Hebe.
      Może to kwestia tego, że włosy muszą się dopiero przyzwyczaić? Najlepiej stopniowo sobie zmieniać produkty i sprawdzać, czy działają. Najpierw szampon na przykład, potem maska. Ja na początku zabawy z naturalną pielęgnacją raz w tygodniu oczyszczałam włosy szamponem z Barwy - prosty skład, sls na początku. Bo inaczej wyglądały okropnie po tych delikatnych szamponach. Ale teraz włosy i skóra głowy już się przestawiły, więc stosuję tylko te naturalne.

      Usuń
  8. Ja teraz powoli wchodzę w fazę dbania także o ciało. No, bardzo powoli. Bo jakoś nie umiem się zmotywować do regularnego peelingu czy natłuszczania skóry...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o ciało - mam to samo, także piąteczka! Już nawet czasem rezygnuję z balsamu i na mokrą po kąpieli/prysznicu skórę nakładam olejek. Później tylko delikatnie się wycieram i skóra jest odżywiona bez taplania się w kremie :)

      Usuń

INSTAGRAM FEED

@mowmi_dobrze